Niemal 1700 kilometrów, ponad 17 tys. metrów przewyższeń i dziesięć dni pełnych wysiłku, modlitwy oraz wzajemnego wsparcia. Rowerowa pielgrzymka prowadzona przez ks. Marcina Naporę wyruszyła z Bodzanowa, a zakończyła się w Sanktuarium Matki Bożej w La Salette, położonym u stóp francuskich Alp.
Pierwszym przystankiem na trasie pielgrzymów był Cieszyn. Już początek wyprawy przyniósł wysoką temperaturę oraz niewielką awarię bagażnika, jednak nie przeszkodziło to grupie w realizacji założonego planu. Następnego dnia rowerzyści przekroczyli granicę z Czechami, rozpoczynając zagraniczną część pielgrzymki.
Po wyjeździe z Polski uczestnicy przemierzyli pięć europejskich państw. Trasa prowadziła przez Czechy, Austrię, Niemcy i Szwajcarię, aż do celu położonego we Francji. Z każdym kolejnym kilometrem stawało się jasne, że wyprawa będzie wymagała nie tylko dobrej kondycji, lecz także cierpliwości, determinacji i gotowości do pomagania innym.
Awarie, upały i wymagające podjazdy
Każdy dzień stawiał przed pielgrzymami nowe wyzwania. Na trasie musieli mierzyć się między innymi z pękającymi szprychami, przebitymi dętkami, silnym wiatrem, burzami oraz temperaturami sięgającymi 34 stopni Celsjusza. Dodatkową próbą były wielokilometrowe podjazdy.
Trudności nie zniechęcały jednak uczestników. Przeciwnie – kolejne przeszkody mobilizowały ich do współpracy i wzajemnego wsparcia. Nieoceniona okazała się również pomoc serwisantów rowerowych, życzliwość przypadkowo napotkanych osób oraz dobra organizacja wyprawy. Dzięki temu nawet poważniejsze problemy udawało się rozwiązać, a grupa mogła kontynuować drogę.
Modlitwa i wspólnota na każdym etapie
Wysiłkowi fizycznemu od początku towarzyszył duchowy wymiar wyprawy. Każdy dzień rozpoczynał się modlitwą i Mszą Świętą. Codzienna Eucharystia nadawała całemu przedsięwzięciu pielgrzymkowy charakter i przypominała uczestnikom o najważniejszym celu podróży.
Na trasie nie brakowało również momentów odpoczynku i zachwytu nad otaczającą przyrodą. Pielgrzymi wspólnie spożywali śniadania, przeprawili się promem przez Jezioro Bodeńskie, podziwiali krajobrazy kolejnych krajów oraz odpoczywali nad alpejskimi jeziorami.
Ważnym doświadczeniem była także gościnność spotykanych ludzi. Uczestnicy nocowali między innymi na plebanii, przy kościele, w domach rekolekcyjnych oraz u sióstr zakonnych. Wsparcia udzielali im kapłani i osoby dobrej woli, których otwartość oraz serdeczność pomagały odzyskać siły przed następnymi etapami.
Najtrudniejsza droga prowadziła do celu
Największym sprawdzianem wytrwałości okazał się ostatni etap pielgrzymki. Rowerzyści ponownie zmagali się z licznymi awariami i przebitymi dętkami, a jeden z problemów wymagał wizyty w serwisie. Do tego doszły deszcz, narastające zmęczenie oraz wyjątkowo wymagające podjazdy na Drodze Napoleońskiej.
Mimo przeciwności uczestnicy nie zrezygnowali. Po dziesięciu dniach jazdy dotarli do Sanktuarium Matki Bożej w La Salette. W ten sposób zakończyli wyprawę liczącą blisko 1700 kilometrów i ponad 17 tys. metrów przewyższeń.
Osiągnięcie celu było zwieńczeniem wielu dni modlitwy, wysiłku oraz wspólnego pokonywania trudności. Pielgrzymka pokazała, że znaczenie mają nie tylko przejechane kilometry, lecz przede wszystkim droga przebyta razem – w atmosferze wiary, solidarności i życzliwości.







Wielkie gratulacje
Brawo
Pięknie tam jest ale mieli góry do pokonania duże wysokości i zakręty Powodzenia w powrocie
Chwala Panu mega wyczyn te przwwyzszenia .Wiem bo byłam. Maryja niech wynagrodzi Wam wszelki trud .Piękna sprawa
Gratulacje👍Jestescie wielcy.Niech Bóg Wam blogoslawi🙏
Chwała Panu 🙏
Mam zaproszenie do La Salette od Księdza Misjonarza,tylko brak kasy !
Wyczyn kosmiczny❤️🇵🇱
Wow!!!!
Ci mezczyzni wykorzystali by swoj potencjal patrolujac granice , broniac Pl przed islamem! Wiec by to pozytku przynioslo..tylko do tego trzeba byc mezczyzna a nie siusmajtkiem
Dorota Paella DEBILKA🤬😡
Dorota Paella Droga Pani siusmajtki nie przyjechaliby takiej drogi , tak wymagającej i długiej, proszę bardziej przemyśleć to co Pani chce napisać, myślę , że do bronienia granic też się uaktywnią, bo to są odważni mężczyźni , nie ci co już mają spakowany plecak i deklaracje wyjazdu w razie Wu
Dorota Paella twój komentarz rzucił świat na kolana. Pluń jeszcze trochę jadem – najlepiej na granicy, bo szkoda by taki potencjał się marnował tylko w internecie.
Dorota Paella to się w głowie nie mieści, co Pani wypisuje…
Dorota Paella pi…da
Brawo 🕊️🍀
Brawo gratuluje pozdrawiam niech zBog błogosławi
GRATULACJE
Dorota Paella nie ćpaj tyle bo nie wiesz co piszesz