Puszcza Niepołomice zakończyła udział w STS Pucharze Polski na etapie 1/16 finału. W środowym spotkaniu uległa po dogrywce ekstraklasowej Wiśle Płock. Tomasz Tułacz żałował niewykorzystanej szansy na niespodziankę i wskazywał na błędy swojego zespołu. Trener gości Adam Majewski podkreślał przede wszystkim osiągnięcie celu, którym był awans.

Mimo bardzo młodego składu Puszcza próbowała zagrozić rywalom. Olaf Korczakowski uderzył z rzutu wolnego w mur, po czym ruszył za akcją, jednak przewagę w posiadaniu piłki i liczbie ataków mieli goście. W 14. minucie niecelnie strzelał Patryk Kun, dwie minuty później Deni Jurić spudłował z sześciu metrów, a w 25. minucie Wiktor Kowal zatrzymał Saida Hamulicia. Napastnik Wisły otworzył jednak wynik po rzucie rożnym, efektowną przewrotką z jedenastu metrów nie dając bramkarzowi szans na interwencję. Gospodarze szukali odpowiedzi – w 33. minucie Filip Szabaciuk zakończył dynamiczną akcję strzałem nad poprzeczką. W 36. minucie sędzia przyznał Wiśle rzut karny po tym, jak Szymon Gaweł pociągnął za koszulkę Przemysława Misiaka i doprowadził do jego upadku. Kowal obronił jednak uderzenie Fabiana Hiszpańskiego.
Puszcza wyrównała wynik – 1:1
Po przerwie ten sam zawodnik strzelał obok słupka, a w 59. minucie po groźnej próbie Igora Pieprzycy piłka odbiła się od poprzeczki. W 64. minucie Tomasz Tułacz wprowadził trzech podstawowych graczy ofensywnych. Wisła mogła podwyższyć prowadzenie po główce Hiszpańskiego, lecz Kowal popisał się znakomitą obroną. Do wyrównania doprowadziła natomiast Puszcza: po świetnym podaniu Korczakowskiego Bartosz Kurzeja wykorzystał sytuację sam na sam, posyłając piłkę między nogami Rafała Leszczyńskiego.
W drugiej minucie doliczonego czasu gry zwycięstwo gospodarzom mógł zapewnić Konrad Kasolik, ale po dograniu Gjoniego nie trafił w piłkę blisko bramki. Potrzebna była dogrywka, w której niepołomiczanie znów mieli szansę na prowadzenie — w 105. minucie Gjoni podał do Kurzei, jednak tym razem pojedynek sam na sam wygrał Leszczyński. Rozstrzygnięcie przyniósł początek drugiej części dogrywki. Samuel Akere pokonał Kowala precyzyjnym, mierzonym strzałem i zapewnił Wiśle awans.
Po ostatnim gwizdku szkoleniowiec Puszczy nie ukrywał złości. Choć pogratulował rywalom zwycięstwa, zaznaczał, że jego zawodnicy włożyli wiele wysiłku w wywalczenie korzystnego rozstrzygnięcia. W jego ocenie niespodzianka była blisko, a porażkę szczególnie trudno zaakceptować, gdy o wyniku decydują niewielkie różnice.
Tułacz uważał, że wyeliminowanie prostych błędów mogło pozwolić gospodarzom doprowadzić do serii rzutów karnych. Ostatecznie jednak to płocczanie zapewnili sobie miejsce w kolejnej rundzie.
Wąska kadra i szanse dla młodych
Trener niepołomiczan mówił również o ograniczonych możliwościach kadrowych. Ma do dyspozycji osiemnastu zawodników, a podczas pucharowego meczu kolejny piłkarz doznał urazu. Podkreślał przy tym, że nigdy nie prowadził klubów dysponujących dużymi budżetami i w takich warunkach zawsze starał się znajdować rozwiązania.
W spotkaniu z Wisłą szansę otrzymało kilku młodych graczy. Oceniając Szymona Gawła, Tułacz uznał, że zawodnik wywodzący się z niższej ligi zaprezentował się przyzwoicie, choć w niektórych momentach dostrzegalna była u niego obawa przed rywalizacją. Zadowolenie szkoleniowca wzbudziła także postawa Bartka Kurzei.
Poważnym osłabieniem zespołu pozostaje kontuzja Kacpra Przybyłki. Piłkarz przeszedł operację i czeka go rehabilitacja. Tułacz podkreślał, że zawodnik podczas pobytu w Niepołomicach zrobił ogromny postęp i dojrzał piłkarsko.
Szkoleniowiec docenił również pracę wykonywaną z bramkarzami. Zwrócił uwagę, że Filip Andrzejczak urodził się w 2008 roku, i pytał retorycznie, w którym innym pierwszoligowym zespole można znaleźć tak młodego golkipera.
Przypomniał też o bramkarzach, którzy wcześniej występowali w Puszczy. Jak wskazywał, w ostatniej kolejce Ekstraklasy w barwach innych klubów bronili trzej zawodnicy mający za sobą pobyt w Niepołomicach: Kobylak, Niemczycki i Perchel. Przywołał ich jako przykład efektów pracy niepołomickiego sztabu.
Majewski z awansem, ale z żalem o dogrywkę
Adam Majewski oceniał spotkanie przede wszystkim przez pryzmat awansu. Podkreślał, że właśnie po niego Wisła przyjechała do Niepołomic. Z perspektywy kibiców dostrzegał natomiast atrakcyjne widowisko, w którym padły piękne bramki.
Zdaniem trenera gości jego drużyna dominowała w pierwszej połowie i mogła wypracować przewagę nawet dwóch lub trzech goli. Po przerwie Puszcza zdobyła bramkę po kontrataku, jednak płocczanie poradzili sobie z trudniejszym momentem i ostatecznie rozstrzygnęli rywalizację na swoją korzyść.
Majewski żałował, że do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Zaznaczał, że dodatkowy czas gry kosztował sporo sił zarówno Wisłę, jak i Puszczę.



























Będzie mniej wrzasku i dudnienia.